eClicto - test polskiego czytnika
W nasze męskie łapska wpadł pierwszy polski czytnik książek elektronicznych. eClicto się nazywał i wyciągaliśmy go z pudełka z pewną dozą nieśmiałości - w końcu od premiery trochę już minęło i zdążyliśmy przez ten czas naczytać się mało przychylnych opinii. A szkoda, bo w rzeczywistości...
Czytnik eClicto to najmniejsza część pierwszego polskiego projektu poświęconego e-bookom, czyli elektronicznym książkom, od firmy Kolporter S.A. Pozostałe składowe to internetowa księgarnia, blog, oprogramowanie, pozwalające wydawcom na konwertowanie treści papierowej w e-papierową oraz aplikację do zarządzania treścią czytnika.
I choć najmniejszy to jednak z punktu widzenia konsumentów eClicto jest tego łańcucha częścią najważniejszą. W końcu to na nim czyta się książki, jego zabiera się do szkoły, w podróż czy do pracy. Na dodatek jest to pierwsze urządzenie tego typu z polskim rodowodem, postanowiliśmy więc sprawdzić, czy eClicto na rynku e-booków to nie przypadkiem taki Pudzianowski na scenie MMA - przedwczesny start połączony z brakiem przygotowania.
Wygląd zewnętrzny...
...to najlepsza strona eClicto. Czytnik jest po prostu ładny. No i w myśl zasady "małe jest piękne", także dość małych rozmiarów. Co prawda nie sprawia wrażenia odpornego na upadki i czytanie podczas rajdu terenowego, ale nie ma co oczekiwać za wiele po pierwszej wersji (być może w przyszłości powstanie wersja z gumowaną ramką i wodoodporną uszczelką:).
eClicto waży 174 gramy - co dla męskich łap równa się zeru - i ma wymiary 118 x 188 x 8,5 mm. Od frontu (oprócz 6-calowego wyświetlacza) spoziera na nas kółko nawigacyjne z "enterem" w środku, podczas gdy pozostałe przyciski umieszczone są po bokach urządzenia. To znaczy tam, gdzie znajdują się także otwory dla kabli, słuchawek i kart pamięci:) Podsumowując - pierwsze wrażenia całkiem pozytywne.
Pora poczytać...
... jakąś książkę, przyszedł więc czas na odpalenie czytnika. Czas uruchamiania: kilkanaście sekund. Szału nie ma. Wrażenia wizualne z ożywionego ekranu za to całkiem pozytywne. Z wyświetlonej listy (moje książki, dokumenty, MP3, obrazy, karta pamięci, ustawienia, eClicto) wybieramy od razu "dokumenty" i otwieramy pierwszą z brzegu interesującą pozycję, czyli "Dobre miejsce do umierania" Jagielskiego. Strona tytułowa, spis treści, pierwsza strona... Trochę dużo tego "klikania", które w polskim czytniku niestety do najprzyjemniejszych nie należy. A już w ogóle porażką jest próba powrotu do menu głównego, odbywające się techniką "odwrót po własnych śladach", co w praktyce oznacza, że trzeba wszystko "odklikać". Jest to jednak tzw. minus pierwszego razu, przy czym eClicto nie różni się w tym względzie od seksu z tą samą dziewczyną - przez pierwsze dni powoli odpinamy każdy guzik, podczas gdy po kilku dniach zrywamy całość i przystępujemy do rzeczy:)
Trochę techniki...
... i człowiek się gubi. Na szczęście nie w przypadku eClicto. Mało tego, naszym zdaniem pierwszy polski czytnik to nawet za dużo możliwości. Nic by się nie stało, gdyby wywalić z niego możliwość odtwarzania plików mp3 (tym bardziej, że eClicto nie czyta innego formatu, a gniazdo słuchawek to rzadko spotykany micro jack i nie znajdziemy w pudełku żadnej przejściówki ani tym bardziej pasujących słuchawek) i przeglądania obrazków (po co komu zdjęcia w czterech odcieniach szarości?). Po takich zabiegach odchudzających nasz rodzimy e-book reader dużo by nie stracił, a na pewno zyskał. Po prostu byłby tym do czego go stworzono - urządzeniem do czytania e-książek.

Sercem eClicto jest wspomniany już ekran o wymiarach 122 x 91 mm, wykorzystujący technologię elektronicznego tuszu eInk. Rewelacyjna (i rewolucyjna) sprawa! Czytanie na tym nie męczy oczu i nawet dość silne słońce nie daje rady zakłócić nam tej przyjemności. Bardzo ciekawa jest także zasada działania eInku, polegająca na umieszczeniu milionów kapsułek o średnicy ludzkiego włosa zawierających dodatnio naładowane cząstki białe i ujemne cząstki czarne w specjalnym płynie. Same kapsułki także wypełnione są podobnym płynem, a całość "pływa" pomiędzy dwiema elektrodami, z których ta na górze jest przeźroczysta. W zależności od podanego na poszczególne piksele napięcia "wypływają" do góry odpowiednie kolory, tworząc literki i tło. Plusem jest niski pobór mocy, gdyż wyświetlenie strony wymaga tylko jednorazowego podania napięcia, minusem zaś jest dużo wolniejszy czas reakcji takiego wyświetlacza.
Cóż jeszcze? Pełne naładowanie baterii trwa niecałe trzy godziny. Według Kolportera po takim czasie powinno nam energii wystarczyć na 500 stron lub cztery dni czuwania. W czytaniu przekroczyliśmy spokojnie 4 setki, natomiast o 4 czterech można zapomnieć. Ani razu - przez ponad miesiąc testów - nie udało nam się osiągnąć takiego wyniku.
Całość chodzi na darmowym, skrojonym do potrzeb, Linuxie, który w tym przypadku potrafi czasem zawiesić urządzenie w najmniej spodziewanym momencie.
Podsumowanie
eClicto umocnił nas w przekonaniu, że e-czytanie to niestety (albo i stety) nieunikniona przyszłość. Wystarczy tylko pomyśleć o całej rzeszy pierwszoklasistów, maszerujących do szkoły z małymi torbami zamiast potężnych plecaków. Skoro już pierwsza wersja polskiego czytnika przyniosła tak dobre rezultaty (tylko w samym czytaniu, rzecz jasna) to za kilka lat powinniśmy doczekać się sprzętu klasy światowej. Tym bardziej, że w sieci już można przeczytać informacje o następnym wcieleniu eClicto - tym razem z wi-fi oraz 3G na pokładzie. Miejmy tylko nadzieję, że producenci postarają się zmniejszyć cenę, bo za jakieś 500 zł to warto byłoby po eClicto sięgnąć już teraz!
Plusy i minusy a'la Freeman*
Plusy
- pierwszy polski czytnik e-booków
- niewielkie rozmiary i waga, dobrze leży w ręku i nie męczy przy czytaniu, tworzywo, z którego wykonano obudowę nie wyślizguje się z dłoni
- 100 darmowych książek przy zakupie
- możliwość odtwarzania mp3 (ale tylko tego formatu) i wyświetlania zdjęć (nieprzydatne, tylko 4 odcienie szarości)
- zapamiętuje, na której stronie skończono czytać daną książkę
- eInk i wszystkie jego zalety
- slot kart pamięci SD (do 4GB)
- oprócz zabezpieczonych (DRM) plików ePub czyta również niezabezpieczone pliki w formatach PDF, txt, html
Minusy
- wolna reakcja w menu (uciążliwa i powolna nawigacja)
- słaba bateria (bardzo szybko się rozładowuje nawet w stanie spoczynku, o 4 dniach czytania, o których pisze producent można zapomnieć)
- dość częste zawieszanie
- obudowa nie sprawia wrażenia solidnej
- niewielki ekran (tylko 6 cali, obecnie na świecie panują już ekrany 8- i 10- calowe), mimo (skokowej) regulacji wielkości może utrudniać czytanie (zwłaszcza przy plikach PDF)
- częste spowolnienia w przewijaniu i przewracaniu stron
- brak możliwości wyboru czcionki
- brak dostępu do sieci z poziomu urządzenia (zakup książek możliwy tylko przez komputer, brak moduły Wi-Fi lub 3G w urządzeniu), choć w Polsce jest to jeszcze zrozumiałe
- przypisanie użytkownika (komputera) do danego urządzenia (zabezpieczenie antypirackie, jednak wyklucza czytanie zakupionych w księgarni eClicto książek na innym urządzeniu)
- brak etui/pokrowca (a ekran jest delikatny)
- gniazdo micro, a nie mini Jack (ale w zestawie dołączono przejściówkę)
- niezbyt ładna czcionka i za mały kontrast (utrudniający czytanie)
- nieduża pamięć wewnętrzna (dla użytkownika zostaje 200 MB)
- w rzeczywistości bardzo mała funkcjonalność – skromna ilość ustawień, brak klawiatury i dotykowego ekranu (co w praktyce uniemożliwia np. wpisywanie notatek)
- zbyt wysoka cena (zwłaszcza w porównaniu do oferowanych możliwości)
*Freeman - trzecia część redakcji, miłośnik japońskich obrazków, do niedawna fascynat siedzenia przed komputerem, a od niedawna fan Zduńskiej Woli:)
Logowanie użytkownika






