Lodówka w salonie
Do tej pory na myśl o lodówce nasz męski mózg produkował obrazy spienionego piwa i pokrytej kroplami szklanki. Specjalnie używamy słów "do tej pory", bo już tak nie jest. Teraz widzimy ciemną czerwień, wnętrze nowoczesnego salonu i... kwiatki (wiemy, wiemy, nic tylko iść do psychiatry, albo pogodzić się z teściową:)
Wszystko przez kampanię promocyjną firmy LG, która do sfotografowania lodówki Art Flower zatrudniła artystę, Roberta Wolańskiego. I co taki artysta miał zrobić, jak nie artystyczne zdjęcia? Zadzwonili, kazali, a ten biedak wziął i pstryknął. Nie myśląc zupełnie, że lodówka powinna być kanciata, biała, trząść się podczas chłodzenia i stać gdzieś w kuchennym kącie.
Rozumiemy, rzecz jasna, że to taka moda, design i cały ten lajfstajl:), ale żeby od razu w salonie? Wstyd Panie Wolański, wstyd!:)
Inna sprawa, że Art Flower to naprawdę kawał dobrej roboty. W dwudrzwiowej konstrukcji (pojemność 516 l, z czego 348 w chłodziarce i 168 w zamrażarce) znajdziemy m.in. wbudowaną w drzwi kostkarkę do lodu, otwierany minibarek oraz wysoki dozownik wody. Nic tylko imprezować! Dodatkowo system No Frost zadba o brak szronu, a specjalna komora Miracle Zone zapewni nam długi dostęp do świeżych pomidorków i jogurtów. Na kaca.
Lodówka zużywa 528 kWh rocznie i kosztuje około 9 000 zł.
.jpg)







