Obiekt R/W0036 - recenzja na gorąco
W księgarniach można już kupić książkę Tomasza Bukowskiego pt. "Obiekt R/W0036". Wiadomość o wydanym przez Wydawnictwo SOL militarnym horrorze rozbudziła nasze nasze samcze zmysły kilka dni temu, a dziś prezentujemy Wam, co z nich zostało po lekturze książki.
"Obiekt R/W0036" zaczyna się nieco ponad 400 lat temu. Kacper Hauzenplatz, saski najemnik z wyrokiem śmierci za zabicie szlachcica, obserwuje świeże ślady krwi na ścianie jednej z warszawskich piwnic. Mokry od potu kark nieprzyjemnie drażni konopny sznur, na którym rajcowie zawiesili mu duże zwierciadło. W nikłym świetle pochodni dostrzega dziurę w podłodze, w której pojawia się najeżony kolcami łeb...
Najemnik ginie rozszarpany przez tajemniczą bestię, a my przenosimy się do roku 1944. Jest 15 sierpnia, od dwóch tygodni w Warszawie trwają krwawe walki o każdy dom i ulicę. Gwałtowny przeskok w czasie sprawia, że w głowach wciąż rozbrzmiewają nam wrzaski mordowanego najemnika, podczas gdy autor bez chwili wytchnienia rzuca nas w sam środek bezpardonowej walki. Szczupły blondyn w powstańczej opasce na ręku obserwuje przez lornetkę trzypiętrowy dom na ulicy Lipowej. To już ostatnia kamienica na Powiślu, w której wciąż bronią się Niemcy. Oddział porucznika Nowakowskiego rozpoczyna kolejny atak...
Tego samego dnia młoda łączniczka przedziera się kanałami pod Starym Miastem. Gdzieś bardzo blisko spada potężny pocisk. Wybuch wstrząsa podziemiami i powoduje, że jedna ze ścian rozpada się, odsłaniając stare piwnice. Po przejściu przez zwalony mur Agata znajduje na podłodze resztki zwierciadła, ludzki szkielet i ciemną dziurę w podłodze...
Dwie legendy
Powieść Tomasza Bukowskiego to krwawa baśń o warszawskim bazyliszku, wyrwanym z uśpienia w samym środku morderczych walk powstańców o wolną Warszawę. Podczas gdy na powierzchni trwa wojenny koszmar, tuż pod ulicami oszołomione wszechobecnym zapachem krwi, długim letargiem i ciągłymi wybuchami monstrum rozpoczyna przerażające polowanie.
Przez kilka dni grasującego na wolności terroru, żadna z walczących stron nie dostrzega nowego zagrożenia. Dopiero kilkadziesiąt ofiar wściekłej i wygłodniałej bestii zwraca uwagę powstańców oraz hitlerowców. Kilku nielicznych świadków opowiada historie o potężnym zwierzęciu, atakującym znienacka i rozszarpującym na strzępy jednym uderzeniem łapy.
Porucznik Nowakowski zostaje dowódcą specjalnego oddziału, którego zadaniem jest oczyszczenie kanałów z mordującej tam bestii. Mniej więcej w tym samym czasie do Warszawy przybywa niemiecka grupa, której przewodzi major Paulsen, hitlerowski naukowiec od lat zajmujący się polowaniami na mityczne gady.
Na gorąco
Choć "Obiekt..." liczy sobie ponad 300 stron, to czyta się go bardzo szybko. Nie ma u Bukowskiego żadnych dłużyzn, nudnych opisów czy niepotrzebnych wątków. Krótkie rozdziały błyskawicznie posuwają ciekawą fabułę do nieuchronnego końca. Opisy walk - zarówno tych człowieka z człowiekiem, jak i rzezi urządzanych przez potwora - uznać należy za poprawne i wyjątkowo realistyczne. Chrzęst miażdżonych kości, smród rozkładających się ciał oraz huk wystrzałów towarzyszą nam niemal na każdej stronie. Ale to i dobrze, w końcu mamy do czynienia z horrorem, a nie z tanim romansidłem.
Z czytania debiutanckiej powieści Tomasza Bukowskiego (z wykształcenia prawnika) powinni także być zadowoleni miłośnicy militarnej historii Polski. W akcję wplecione są bowiem autentyczne wydarzenia, postacie i miejsca, których powiązanie z książką tłumaczy autor w przypisach u dołu strony.
Szkoda tylko, że "Obiekt R/W0036" nie jest, niestety, pozbawiony niedociągnięć. Podczas lektury pierwszych stron książki ma się wrażenie pośpiesznego pisania i braku odpowiedniej korekty. Szczególnie mocno drażni ilość przypadków użycia zaimka "się" w następujących po sobie zdaniach. Równie często mamy wrażenie, że autorowi zabrakło nieco wyobraźni (albo warsztatu) do efektownego wyrażenia swoich myśli. I choć sama fabuła nieodparcie wciąga nas niemalże do wnętrza książki, to wspomniane braki powodują, że nasz krwisto-powstańczy trans zostaje co chwilę bezlitośnie przerwany.
Najbardziej brakuje w "Obiekcie..." odpowiednio oddanego klimatu nienazwanej grozy. Nastroju zagrożenia i nerwowego wyczekiwania na śmierć, budowanych za pomocą niewyraźnych kształtów, poszarpanych ciał i ciemności pochłaniającej wszystko, co mogłoby przybliżyć rozwiązanie zagadki. I choć w książce wszystko to znajdziemy, to jednak zbyt mało miejsca pozostawia Bukowski naszej wyobraźni. Od samego początku wiemy dokładnie, z czym mają do czynienia bohaterowie powieści. Mityczny bazyliszek niemal od razu odsłania swoje tajemnice, a jedyne pytanie, jakie przyjdzie nam sobie podczas lektury zadać to "czy Niemcom uda się złapać potwora żywego, czy też wcześniej wykończą go polscy komandosi?"
Nasza ocena? Szczerze pisząc to jesteśmy trochę zawiedzeni. Tyle tylko, że jest to bardziej uczucie niedosytu niż złości z powodu zmarnowanego czasu. Pomysł z bazyliszkiem mordującym ludzi w piekle Powstania Warszawskiego niósł w sobie potencjał co najmniej na miarę "Terroru" Dana Simmonsa i tak właśnie widzieliśmy go oczyma wyobraźni. Ale kto wie, może następnym razem pan Bukowski spełni nasze marzenia o wybitnej polskiej powieści dla facetów? My w każdym razie trzymamy kciuki...
"Obiekt R/W0036" ukazał się wczoraj, 23 września, nakładem Wydawnictwa Sol. Jest to już trzecia książka z serii WarBooks, której celem jest ukazanie historii Polski oraz promocja młodych, odważnych autorów. Więcej na stronie www.warbooks.pl








Odpowiedzi
to w sumie warto to
to w sumie warto to przeczytać, czy nie? jakoś tak nie mogłem się jednoznacznie zorientować:)
a może kto inny już przeczytał? pisać proszę...
Unikać jak ognia:) Książka
Unikać jak ognia:) Książka wygląda, jakby autor obejrzał jakiś tandetny horrorek w nocy na TV4, po czym streścił go w książce (zachowując filmową narrację). Brak jakiegokolwiek bohatera, brak napięcia (od początku wiadomo co, kto i jak), kiczowate i n-razy powtarzane opisy "szczęk zaciskających się na gardle postaci x" tudzież "urywanej głowy", tło historyczne to kilka zdań z wikipedii, generalnie pod względem treści i formy - totalna amatorka i zachodzę w głowę, jakim cudem ta książka znalazła wydawcę. Rozdziały to przeplatanka - w jednym w kanałach ginie Polak, w kolejnym - Niemiec i tak do samego końca. Jedynym "tajemniczym" wątkiem jest SPOILER motyw wpychania przez gada języka do gardła ofiary. Wątek kończy się tym, że autor mówi ustami jednej z postaci: wiem, o co chodzi, ale wam nie powiem (a jednocześnie czytelnik nie ma żadnych wskazówek!). Książka jest po prostu dramatycznie słaba.
ale to debiut jest, dajmy
ale to debiut jest, dajmy człowiekowi szansę
taki z Ciebie krytyk? to
taki z Ciebie krytyk? to prosze wez i napisz cokolwiek?
a z ciebie taki mądrala? od
a z ciebie taki mądrala? od kiedy to krytyk ma obowiązek bycia twórcą? zdaje sie że nie ma, więc podwijaj pieluchę i zasuwaj do mamy:)
Masz rację. Krytyk nic nie
Masz rację. Krytyk nic nie musi umieć. Polecam "Superprodukcję" Machulskiego.
Cokolwiek:) Wiem, że to
Cokolwiek:) Wiem, że to debiut, ale to chyba nie jest powód do tego, żeby polecać innym wyrzucanie pieniędzy w błoto, prawda? Problem z tą książką jest dokładnie taki, że ja mógłbym ją napisać, a ja nie jestem pisarzem. Go figure.
No cóż. Mnie to nie
No cóż. Mnie to nie przeszkadza, że autor pozostawił coś do zastanowienia, a nie po hamerykańskiemu dał wyjaśnienie jak na tacy. Ja kilka wskazówek znalazłem, ale najwyraźniej trzeba umieć czytać.
bezsensowny komentarz. Tych
bezsensowny komentarz. Tych tzw. wad (brak bohatera czy napięcia itd) ja nie zauważyłem. Zabieg z rezygnacją postaci przewodniej na rzecz grupy osób jest dość powszechny w książkach wojennych, więc zaskoczyłob mnie gdyby było inaczej. Nie mówiąc już, że mnie jako matematyka razi wewnętrzna sprzeczność w komentarzu. Rzekomo wiadomo od początku co i jak, a później komentator narzeka że Bykowski nie dał jasnej odpowiedzi na naturę stwora. No to w końcu jak jest, kolego? Wiadomo czy nie? Wg mnie książka mimo kilku wad wynikających z debiutu była niezła. Zgadzam się tu z recenzentem. Koledze komentującemu za to mogę poradzić powrót na siłownię. Najwyraźniej nie każdemu czytanie służy.
Z twojej wypowiedzi wynika,
Z twojej wypowiedzi wynika, że jak coś jest debiutem to może być kiepskie. Błędne rozumowanie. Ale problem w tym, że nie można mieć pretensji do autora - w końcu to jego pierwsza książka - ale do wydawcy, który powinien zadbać o wydawany przez siebie produkt. Wg mnie w przypadku "Obiektu" było tak, że ktoś przeczytał "rękopis", który mu się spodobał i wydał go bez odpowiedniej korekty i konsultacji ze znawcami tematu. Pewnie miało to związek z kasą i tu właśnie należy szukać przyczyn takiej sytuacji, że na rynku pojawiają się niedopracowane produkty. Oszczędzanie na ekspertach, którzy po przeczytaniu "Obiektu.." wypisaliby całą listę uwag i po kolejnych kilku(nastu) miesiącach mielibyśmy na rynku książkę rewelacyjną... pełną grozy, akcji, walki i... kupioną przez Hollywood na kolejny film Quentina Tarantino z Bradem Pittem w roli bazyliszka:) Pozdrowienia i trzymajcie się mocno, panowie
święta prawda, na co taki
święta prawda, na co taki wydawca liczy, że jak sprzeda 5 tys to trochę zarobi? a nie lepiej sprzedać 50 000? tylko oczywiście nie takiego produktu. co prawda nie czytałem, ale po tym co tu czytam, to książka jest albo mocno niedopracowana, albo do dupy
zgadzam się, rzeczywiście
zgadzam się, rzeczywiście książka jest zbyt niedopracowana. Wielka szkoda, bo pomysł był naprawdę niezły. czekam teraz na baginskiego i jego terror44. powinno być lepiej
Po przeczytaniu Waszych
Po przeczytaniu Waszych komentarzy nastawiłem się do książki sceptycznie. Jak się okazało - niepotrzebnie. Książka może i jest niedopracowana pod względem korekty (za dużo prostych błędów), ale fabułą nadrabia to.
Najbardziej podoba mi się, że nie powiela schematu hollywoodzkiego filmu. Tu bohaterowie giną prawie, że od razu po pojawieniu się (np dr Kloch) i nagle. A w ich miejsce pojawiają się następni (Bullow, Kromberg). Jak w życiu.
Aha i co do "bohaterów", to dobrze, że książka ma ich tak wielu, a nie jednego głównego, o którym wiadomo, że musi wygrać. Dla mnie to zupełnie nowa, rewelacyjna formuła.